LA VIE C'EST AILLEURS
zapomniani przez wszystkich
żołnierze piechoty morskiej
Księstwa Warszawskiego
grają w karty żłopią piwo
wspominają dziewki
żyją w miejscach w których świat
nie wypełniając Zamysłu czy też
Zamysł przekraczając
zostawił trochę wolnej przestrzeni
i dał schronienie swym niechcianym dzieciom
ale
tu nie ma dramatu
ani tragedii
jest tylko kurz
żołnierze mają swoje sprawy
i spokój
kiedy dokuczy im tęsknota
wkradają się do wnętrz
obrazków z epoki
albo świecą oczami w ciemnościach
jak myszki
^
NIGDY NIC NIE WIADOMO
(w windzie, na dół, z sąsiadką, mężuś y żona)
- bo wie pani, jak z nim w gości ide
to on wszystko ze stołu zjada, a potem
jeszcze z cudzej lodówki wyżera, miluś jeden
- bo pierdne - skonsolidował się mężuś
myśleli że jak sąsiadka se pójdzie
to jeszcze sobie pokażą
ale się przeliczyli
bo winda nie zatrzymała się
na parterze
i pojechała dalej
w dół
i w dół
a potem zrobiło się gorąco
drzwi rozwarły się
i z dziwnym uśmiechem
stanął w nich
Różnooki
^
ARMAGEDDON, NOW!
czterdzieści siedem babochłopów
do szturmu na bus się gotuje
zamiary krwawe ma (i pieści)
zdobycia siedzisk pod dupencje
misterne ciosy pod misiurki
babochłop w małym palcu ma
panuje w trzewiach autobusa
ciężkawy dech, czerwona mgła
w końcu - zwycięstwo!
dupa siada
a z nią babochłop na doczepkę
dumnem spojrzeniem troglodyckiem
toczy odgórnie po publice
wyjmuje chlebuń
- ciamka, żuje
a truchła padłych wątłoludzi
serdelną nogą odkopuje
^
PSY SZCZEKAJĄ, POETA JEDZIE DALEJ ALE W KOŃCU NIE WYRABIA
w sztruksowym półmroku
(chyba aksamitnym? - red.)
liryka się zaczaiła
skubana
grzmią mandoliny
(jakie mandoliny!? - red.)
niepomruk much...
i liściey samobójcze loty...
(co za "liściey", co za "liściey"!? - red.)
nie, kurde, sami sobie ten
wiersz piszcie
^
MĘCZEŃSTWO NAMIĘTNOŚCI
dawnośmy nie figlowali
rzecze smutno przy śniadaniu
pan do pani (żesz się żali)
- no bo wiesz te me żylaki
piasek w nerkach i te rzeczy...
... trzeba ciągle mieć na pieczy!
ale w panu lew się budzi
precz odrzuca ekspresiaka
i wyciągać chce siusiaka
ale cóż to!?
przepat!
nie ma!
chyba będzie anatema
^
PYJAMA WESTERN
on - utylizowany sukinkot
oni - banda śmiesznych patafianów
on był caballero
oni - ziemniaczani
stali naprzeciwko siebie
w bardzo długich gaciach
i powiedział: "de Volaille"
(strejndżerski grymas na twarz przywoławszy)
"mielony, mielony" - podchwycili radośnie
(ucieszyli się, bo mesjaszat wakował)
^
PO WYPŁACIE
pracownicy ukrywają płace
w liściach jak orzeszki
wesoło skaczą w kolorowych czapeczkach
ciamkają cukierki wydmuchują gile
a potem z kurwami na ustach i pianką
kilofem łupią ziemię zhardziałą
bo co?
- bo zamarzła wy matoły, zamarzła!
^
WYKŁAD Z NEUROANATOMII
a więc komory w mózgu mam...
od dzisiaj wiem tę wieść
w komorach płyn mózgowy pluska...
zatem - jezioro!
na nim wyspa!
a na niej pełna skarbów skrzynia!
i z rudą bokobrodą szkielet
a w koło złota kaczka pływa!
^
LIPA A KOPSA
kasandryczny karawaniarz
znany jako Joe de Zgliszcza
konsekwentnie lekceważy
poważane uczyliszcza
jest nerwowy
ma narowy
i coś ogólnie biorąc z sowy
swoje ma i swoje wie -
czyta znaki-tralalaki
(fusy plus ogólny feeling)
i wyczytał
ot niedawno
że się wielkie zrobi
gawno
(gdy millenium czas się spełni)
... że w Sylwajstra na przełomie
raczej się nie zabawymy
bo objawi się Lucyper
robiąc coś na kształt zadymy
^
MUKA
cześć, jam głupi ptasio
i czniam gdy mówisz a sio
i nawet ci kupę na lakierki zrobię
gdy roztargniony będziesz szedł po skrobię
(do spożywczaka na rogu)
możesz mnie zwać złośliwcem
co tylko srałby łacno
lecz gdy zabiją dzwony
pogonię wrogów lancą
założę oficerki
dziewczyny pójdę rwać
a potem twej dziecinie
zaśpiewam sza la la
taki to jestem widzisz sam
trochę jebaka trochę świr
lecz moja kupa na twej szacie
nieodwołalnie w glorii w chwale
wciąga cię dupku w życia wir
P.S. gdy to docenisz ja będę już
świętemu Piotru srał na klucz
^
WIECZÓR SZCZĘSNY
współsprzymierzony z cieniem dnia
Pankrac uśmiecha się do siebie
drzew nie ma, znikają
gdy patrzy na liście
wpadając w niszę fioletową
a potem oczy jego w górze
napotykają orgię świateł
to gwiazdy - myśli Pankrac
brzęczą?
^
PRZECHADZKA MISTYCZNA II
pod krzakiem
gwiezdny jeż
udaje
ziemskiego jeża
^
NIGDY NIE BĘDZIE SZCZĘŚLIWY
Pankrac siedzi i pisze
skoncentrowany, przejęty
a ozdobna szlafmyca
na głowie jego
noc za oknem wywołana
świece, dużo świec się pali
siedzi Pankrac i pisze
wers za wersem
strona za stroną:
"naprawdę jest to czego nie ma"
po godzinie kończy
chrząka
zamyka księgę
śmieje się bezgłośnie
cicho brzęczy dzwoneczek
na czubku szlafmycy
^
JEDNAK, JEDNAK
przez okna
wraz z nocą
powoli wkracza otchłań
okna to oczy
oczy otchłani
ona ściga cię wszędzie
nie, nawet nie ściga -
drepcze niespiesznie
pół kroku za tobą
milcząca i pewna swego
już miesza się z krwią
i krąży w twych żyłach
któregoś dnia będziesz jej
wyjście jest jedno:
zasłonić okna
po prężnym susie
prosto od drzwi
Ale i tak cię zje
^
***
no więc kto
jacy bogowie
jakie demony
(dobra, oprócz escherichia coli)
zamieszkiwały mnie?
kto to był co
chciał moim ciałem
wiódł je na puszczę
skazywał na wygnanie?
kto
do jakiej misji
używał tego worka z mięsem
lub suchej łupiny patrząc innym okiem?
no kto?
- bo ja tu tylko
sprzątałem
^
GWIAZDA PIOŁUN
więc uciekajmy
bo chyba musimy
to nie jest dobre miejsce dla smoków
jasne słońce wiosny powoli pełznie
po pancerzu
leniwie lecz nieubłaganie
każe nam żyć
zapach ziemi
budzącej się do życia
głosi początek tej drogi rozpaczy
więc uciekajmy
wystarczy ogon szponiasty
zaczepić o chmury
gdy zaczną wyglądać
jak grzebień olbrzyma
trochę się pobujać a potem
skok i już można lecieć
prosto w krainę
pod ciemnym słońcem
gdzie tak się dobrze zapomina
tam mądra krew zastygnie znowu
a między łuskami mrok uwije gniazda
i ci mali ludzie
tak bardzo straceni
od samego początku
tak niepojęci
niech nie wracają
w naszym wiecznym śnie
i niech przeklęta będzie tęsknota
^
KRÓLESTWA
jasnowłosy książę
nieuchwytny i niefrasobliwy
przemyka się przez światłocienie
których jest prawym suwerenem
unika oczywistych słońc
lecz czasem odwiedza
twarde światy
i
ciągle w biegu
kładzie rękę
na brzuchach kobiet
przy nadziei
a one go lubią
wichrzą mu włosy
i nie traktują zbyt poważnie
w jakiś sposób wiedzą
że jest lekki jak puch
^
INTERREGNUM
jam
Jego Esencja
Robal de Padół
i jestem z tobą
czy chcesz czy nie -
cień twego cienia
czekam na ciebie
w szafkach pełnych jedzeń
i pod wilgotnymi spodami
kamieni
czasmai
w postaci kosmatej kulki
spadam na ciebie
na starych strychach
gdzie ty buszując wśród papierzysk
rozpaczliwie usiłujesz ustalić
skąd przyszedłeś
widzę jak się miotasz -
ja, mimowolny i wszechobecny świadek
twoich daremnych usiłowań
ja jestem z tobą
i to do mnie należeć będzie
przynajmniej po części
ostatnie słowo:
kiedy odejdziesz
posłuszny Zasadzie
której, wyznam, nie pojmuję
ja stoczę twoją opuszczoną powłokę
ot taka mała
regentów sukcesja
^
DOBRANOC LUDZIE
kawki przestają
bać się ludzi
koty mają już
kilka słów
swojego języka
^
ZE STARYCH PRZEPOWIEDNI
zdarza się niezwykle rzadko
że skutkiem niezwykłych
układów słońc
i ekliptyk
nastaje dziwna
duszna pora -
Pora bez Cienia
w ów czas
ścieżki i drogi
poprzez upał
do nikąd
zaczynają wieść
kształty topnieją
kropla po kropli
i nikną zapachy
dzieci szukają śmierci
pod kopytami
oszalałych koni
bezczynni mężczyźni
na progach domów
rozdrapują swe twarze do krwi
ale ból się nie zjawia
kobiety
gotują zupę z piasku
i czczą żółtookiego kozła
^
----
Copyright©2009 Tomasz Titkow
|